Dobiegam na Masarykową
Janusz (to do Janusza Przytockiego, autora książki „Z biegiem marzeń. Z kanapowca na sportowca.”) wiesz, że jestem 60+ i nie biegam. Dwa lata temu podjęłam wprawdzie próbę i zapisałam się do klubu ćwiczeń dla kobiet ale ćwiczenia w niewielkim pomieszczeniu, ciągle na tych samych przyrządach znudziły mnie. Porzuciłam. Miałam oczywiście wyrzuty sumienia o brak aktywności. Ale najpierw była mokra jesień, potem zimna zima i taka jakaś roztajana wiosna. Ciągle wygrywał mój fotel.
I na tymże fotelu zajrzałam do twojej książki. Wiedziałam, że to nie dla mnie. Zajrzałam ot tak dla kolegi z tej samej grupy mastermindowej.
I nie wiem nawet jak to się stało – pobiegłam razem z tobą. Pierwszy rozdział, drugi, trzeci i już z Przełęczy Gierałtowskiej biegłam na Przełęcz Płoszczyna. Przez krzaki, błoto, kałuże. A teraz już wspinam się z tobą na Masarykową do schroniska razem z tym drugim od czarnego plecaka. Uffff…
Fotel zaczął mnie denerwować.
Dzisiaj rozpoczęłam swój bieg. Ten prawdziwy. Plan mam taki: najpierw energiczne spacery. Tryb konwersacyjny. Trasy: wokół osiedla. W rytmie krótszy – krótszy – dłuższy – krótszy – krótszy. Kijki już mam ale zaczynam bez kijków. Ściągnęłam aplikację do mierzenia tętna i odległości.
A wiesz dlaczego?
Bo też chcę poczuć tą satysfakcję, która potem uskrzydla.

Kochani, to książka
i dla tych co biegają – bo czytając ją na pewno załapią się na endorfinowy „haj biegacza”
i dla tych co nie biegają – bo wystarcza im wciągające kibicowanie innym.

P O L E C A M !!!

Elżbieta Grzelak

Opinia zamieszczona na w serwisie Facebook