ZALETY TRENINGU POZA DOMEM

Gdzie lepiej ćwiczyć: w domu, czy poza nim?
Lepiej kisić się w domu, czy polatać na świeżym  powietrzu?

Sam wielokrotnie przekonywałem Was, że żeby ćwiczyć wcale nie trzeba chodzić na siłownię, czyt nawet wychodzić z domu, a potem pokazywałem Wam ćwiczenia, które można wykonywać samemu w domowym zaciszu ;-). Bo po co wychodzić?

Jednak siedzenie, a nawet ćwiczenie w domu, nie zawsze jest lepsze od wyjścia choćby na spacer.

DLACZEGO?

Może się to wydawać dziwne, ale sam wielokrotnie przetestowałem to na swojej skórze i skórze znajomych. Jeżeli nie mamy nawyku ćwiczenia, czy jeszcze nie mamy na tym punkcie bzika, to o wiele łatwiej jest „zmusić się” do wykonania ćwiczeń, czy treningu, gdy musimy wyjść z domu. W domu zawsze znajdzie się coś ciekawszego do roboty, a i parcie na wykonanie treningu jest o wiele mniejsze.

A DODATKOWO:

1. Na dworze, czy na siłowni mamy zagwarantowany spokój i czas tylko dla siebie. Na świeżym powietrzu nikt nie będzie nam przeszkadzał, a w domu może być z tym różnie. Nawet jeżeli zamkniemy się w pokoju, to życie przecież się toczy. Właśnie wtedy, gdy ćwiczymy, dziecko będzie miało do nas pilną sprawę/pytanie/zagadkę i za cholerę nie będzie chciało poczekać 15 minut, a nawet jeżeli poczeka…. to i tak już odwróciło naszą uwagę od treningu. Albo dokładnie wtedy, gdy ćwiczymy w pokoju nasza druga połówka, będzie musiała coś koniecznie z niego zabrać.

2. Po wyjściu z domu mamy prawie 100% pewność, że zaplanowane ćwiczenia czy trening wykonamy ;-). W końcu już wyszliśmy 😉 i nawet jeżeli po 20 minutach chcemy już wracać do domu, to i tak powrót zajmie nam kolejne 20 minut, wiec o tak sporą cześć treningu wykonamy. W domu natomiast co chwilę będzie nas korciło by przerwać, by przestać lub by zamiast 20 przysiadów zrobić tylko 15. SPRAWDZONE DOŚWIADCZALNIE.

Po mocnych treningach zawsze robię porcję ćwiczeń rozciągających. Jeżeli robię je jeszcze na świeżym powietrzu (nawet już na własnym podwórku, opierając się o własną ławkę), to zrobię wszystko w 101%. Ale gdy tylko przyjdzie mi do głowy, że przecież mogę to samo zrobić w domu (np. oglądając Teleexpres) i tej myśli ulegnę, to na bank w połowie ćwiczeń już mi się nie będzie chciało, albo córka ucieszona powrotem taty sama zorganizuje mi mój czas ;-).

3. No i ćwicząc na chacie np. z Chodakowską (to żadna uszczypliwość, bo mam wielki szacunek dla tej Pani) nie poznacie nikogo nowego, a wyginając śmiało swoje ciało w pakowej alejce macie na to dużo większą szansę ;-).

4. I już całkiem na dobitkę. Wystawienie się na działanie słońca, nawet przez chmury, ma  zbawienny wpływ na gospodarkę hormonalną naszego organizmu, bo przecież każdy wie, że masze ciałko potrzebuje słońca by wytwarzać np. witaminę D ;-).